Choć Citrullus Vulgaris może kojarzyć się z nieco perwersyjnym odświeżeniem, nie ma bardziej kojącej, a jednocześnie pobudzającej czynności niż zanurzenie twarzy w chłodnym miąższu arbuza. Matko Afryko dziękujemy ci za twe dary! Za tropikalne upały i odkrywczą podróż przez fasadę pręgowanej zieleni ku morzu czerwonej otchłani, nakrapianej pestkami, stworzonymi wręcz do plucia nimi na trawę.

Nie jest łatwo sforsować skorupę skóry, która świetnie izoluje ciepło i chroni miąższ arbuza przed nadmiernym gorącem, ale jak uda nam dotrzeć do jego wnętrza, gwarantuje, że ochroni nas przed skutkami upałów.
Ponieważ w 92% składa się z wody, a jego sok bogaty jest w kwas jabłkowy i cytrynowy, doskonale gasi pragnienie. Arbuz skłania do wyzwolenia się z ciasnych, odprasowanych koszul, zaciśniętych pod szyją krawatów, grubych warstw makijażu i przyjęcia postawy rozluźnionej, by swobodnie wgryźć się w jego gąbczastą strukturę, poprzecinaną niezliczonymi kanałami soku, pozwalając mu swobodnie spływać po policzkach, brodzie i rękach. Bardziej zrelaksowanym polecam zanurzyć w arbuzie całą twarz, gdyż zawarte w nim enzymy działają tonizująco i ściągając, jest też świetnym środkiem przeciwzmarszczkowym, a więc nie zaszkodzi wetrzeć trochę soku z arbuza tu i tam.
Zanim dostaniemy się do wnętrza owocu, warto do niego zapukać, głuchy dźwięk będzie sygnałem, że jest już gotów do spożycia i można łapać za ostre narzędzie.

Podczas jedzenia należy pamiętać, że arbuz obfituje w moc pierwiastków (potas, wapń, magnez, chlor, żelazo, siarkę, miedź), gdyż wiadomo, że świadomość potęguje dobroczynne działanie. Warto więc zaufać amerykańskim naukowcom, kiedy mówią, że arbuz jest naturalnym afrodyzjakiem, co specjalnie nie dziwi, zważywszy na wyjątkowo zmysłową formę i namiętność jaką go darzymy.
Podobnie jak błękitne pastylki, pomaga w rozszerzeniu i regeneracji naczyń krwionośnych, a także zwiększa libido.
Nasz dyniowaty kolega z Afryki jest bardzo wdzięcznym gościem domówek i imprez na trawie. Marokańczycy wpadli na sposób wytwarzania z arbuza musującego napoju alkoholowego, trzeba wyciąć w owocu mały otwór przez który wlewamy miód, następnie otwór zatykamy i czekamy kilka miesięcy.
Kiedy pogoda jest niepewna i trzeba łapać każdą chwilę na rozżarzonych balkonach i spalonych trawnikach, można przeprowadzić szybką kurację, ostrzykując arbuza dowolnym alkoholem, mocno schłodzić w lodówie i choć nie będzie musował na pewno nam w głowie odpowiednio zabuzuje.

W wersji creme de la creme zjemy arbuza w Spot. podany jako orzeźwiający chłodnik ze świeżą miętą i sorbetem z passiflory. Do tego proponuję musującą hiszpańską Cave, a lato tego roku będzie całkiem niegroźne.